Choroba

Jakieś dwa tygodnie temu byłam na spotkaniu z moimi przyjaciółmi. Jak zawsze w ich towarzystwie czułam się fantastycznie. Wewnętrzny spokój i ta nić wzajemnego porozumienia. Nie trzeba było słów, by wyrazić to, co w nas.

Jedynym mankamentem tego spotkania był mój odwieczny ból głowy, który nasilił się do granic możliwości. Nie pomagały tabletki – za które zresztą zostałam porządnie zbesztana. No cóż – śmiałam się, mam taką słabość. Gdy boli mnie głowa to wariuję 🙂

Poprosiłam więc grupę o pomoc. Każdy z  nich, w jakiś tam swój własny sposób działał na mnie. Owszem, ból głowy przechodził, na dwie, trzy minuty, by znów powrócić z większą mocą. W końcu Stasiu (fantastyczny człowiek zresztą) patrząc na mnie z powagą mówi, że ja sama mam siebie uzdrowić. Zdębiałam. Jak to ja? Sama? na siebie? Owszem działam, ale na innych. A tu nagle ni z tego, ni z owego ja mam sama siebie leczyć.

Stasiu z uporem przytakiwał i patrzył na mnie tymi poważnymi oczyma. No kurcze – pytam, ale jak? Tak jak działasz na innych – usłyszałam. Zamknęłam więc oczy, by popatrzeć na siebie tak, jakbym patrzyła na kogoś zupełnie innego. I zobaczyłam.. Stała przede mną jakaś taka bida, z bólem na twarzy i „dymiącą” głową. Widać było, że cierpi. Ale nie to było najgorsze. Najgorszym był smutek bijący od tej postaci. Kurcze – pomyślałam- to ja!

Wyciągnęłam rękę i zadziałałam. Ból minął. Jakby go nigdy nie było. Otworzyłam oczy i tym razem zobaczyłam jak Stachu uśmiecha się do mnie łagodnie i ze zrozumieniem. Wiecie co? Było mi strasznie wstyd. Było mi tak wstyd, że wstałam i odeszłam od stołu, przy którym wspólnie siedzieliśmy. Nikt za mną nie poszedł. Każdy bardzo dobrze wiedział o co chodzi. Natomiast ja schowałam się w jakimś kąciku (nie wiem którym, nie pytajcie) i rozpłakałam się jak małe dziecko. Bo o to zrozumiałam, że ja Madzia, która jakże często innym mówi, jak zmieniać siebie, jak kochać siebie, zapomniałam o sobie. Zapomniałam o swoim ciele, które służy mi tyle lat! (no wcale taka stara jednak to nie jestem 🙂 ). Dopiero ten potworny ból głowy, zmusił mnie wręcz do tego, bym popatrzyła na siebie i na swoje ciało innymi oczyma.

Choroba

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, dlaczego tak naprawdę chorujemy? Co takiego sprawia, że uruchamiany jest w nas gen destruktywności i niszczenia nas samych? Owszem, potem biegamy po lekarzach (sama biegałam) szukając sposobu na uzdrowienie, ale tak naprawdę to jest pic na wodę! Czy zdajecie sobie sprawę, że szpitale są przepełnione (wcale nie przesadzam- sami sprawdźcie) ludźmi chorymi na raka? I co gorsza chorują coraz młodsi! Niedawno rozmawiałam z dziewczyną, którą w wieku 30 lat czekała pełna kastracja! No a potem oczywiście chemia, która zupełnie zabija organizm.

Jak myślicie, co robicie sobie, gdy stojąc przed lustrem, bawiąc się w Boga mówicie: jaka jestem gruba! jaka jestem brzydka, muszę schudnąć, mam za gruby tyłek, za duży brzuch..Czy te słowa są błogosławieństwem czy przekleństwem? Ciekawa jestem co zobaczylibyście, gdybyście wtedy właśnie zamykając oczy zobaczyli siebie samych. Naprawdę, nie życzę Wam byście poczuli ten sam wstyd co ja, gdy uświadomiłam sobie, że zapominając o sobie samej, zapominałam kochać siebie i swoje ciało.

Zastawialiście się nad tym co jemy? Nie mówię tu już o jedzeniu zwłok (no kurcze nazywajmy rzeczy po imieniu) bestialsko mordowanych zwierząt! Już będąc dzieckiem nie mogłam zrozumieć, jak na samochodach wiozących zwierzęta na rzeź, może być narysowana uśmiechnięta świnka lub kogucik? Czy pociągi wiozące ludzi do obozów zagłady też były pomalowane w uśmiechnięte ludziki? A czym się różni jeden mord od drugiego?

No a potem jemy te zwłoki posypane przyprawami by „lepiej smakowały”, grillujemy, gotujemy i  zjadamy. No bo to już bez znaczenia, że odżywiając się w ten sposób zatruwamy samych siebie. To przecież dopiero za kilka lat zacznie nas boleć wątroba, odezwą się wrzody, serce wysiądzie.. teraz jedzmy. Zabijajmy i jedzmy.

A jak myślicie, co energetycznie i duchowo dzieje się z matką, która swojemu dziecku daje do zjedzenia zwłoki dziecka innej matki? (I błagam, niech tutaj nie zaczną dyskusji Ci, którzy przyczyniając się do tego wszystkiego, wskażą na zwierzęta, które przecież zabijają się by żyć. No tak zgadza się, z tą tylko różnicą, że ta sytuacja dotyczy królestwa zwierząt, które podlega innym prawom i duchowi zbiorowemu. My należnymi do królestwa ludzi i mamy ducha indywidualnego. Na dodatek jesteśmy tu, by poprzez własne przebudzenie zmieniać tę rzeczywistość).

Zauważcie, jak podchodzi się do wegetarian i wegan. No kurcze jak do jakiś dziwolągów! No bo mięso trzeba jeść! – podobnie jak cukier, który krzepi, he he. Tak krzepi, że jak tylko włączę polskie radio lub telewizję to praktycznie co druga reklama głosi wspaniałości nowych leków na cukrzycę, żylaki i zatwardzenie. Nikt nie wspomni, że pasuje jeść więcej surowych warzyw i owoców, pić świeże soki, jeść kaszę jaglaną, bo jako jedyna odkwasza organizm, więcej czasu spędzać na świeżym powietrzu, więcej się uśmiechać i być łagodnym dla siebie i otoczenia.

Czy naprawdę myślicie, że potrzeba wojny by wprowadzić ten sławetny NWO, o którym się tyle mówi? Uwierzcie mi, że nie. Wystarczy zrobić promocję na znane napoje gazowane lub fast foody. Tanio ludziom sprzedać kuchenki mikrofalowe, wsypać więcej nawozu pod pomidorki lub wcisnąć kit, że żywność modyfikowana genetycznie wspomoże rolnictwo. Uff…A potem to już z górki. Zapcha się wtedy ludzi lekarstwami, które „lecząc” jedno rujnują drugie, a na koniec poda się śmiertelną dawkę chemii. I jak to najczęściej bywa „operacja się udała, ale pacjent zmarł”.

Moja przyjaciółka jako młoda matka, zaraz po porodzie dostrzegła guzki pod pachą. Poszła z tym do lekarza, który oznajmił (po badaniach oczywiście), że to rak i trzeba wycinać. Dostała termin dwóch tygodni na przygotowanie się do operacji, no a potem oczywiście jeśli będzie taka możliwość, to dostanie wspomnianą już chemię. Załamana zupełnie, przypadkiem (nie wierzę w przypadki) natknęła się w księgarni na książkę o leczeniu niekonwencjonalnym. O urynologii dokładnie była ta książka. Nie mówiąc nic nikomu zaczęła się stosować do zaleceń i wskazówek zawartych w książce. Po miesiącu czasu wróciła do lekarza, który oznajmił cud! Guzy zniknęły. Zaciekawiony zaczął wypytywać ją, cóż takiego zrobiła. Przyznała mu się i wiecie co? Ten lekarz, który jeszcze miesiąc wcześniej namawiał ją do operacji, przyznał jej racje mówiąc, że im lekarzom, nie wolno wskazywać innych technik leczenia niż akademickie!! No jaja zupełne.( Tak na marginesie zapytać by trzeba było o przysięgę Hipokratesa..Pamiętajcie panowie i panie lekarze, że przysięgi niedotrzymane aktualne są po drugiej stronie i muszą zostać dotrzymane choćby w innym życiu).

A co na to wszystko wszyscy Ci, którzy pod przykrywką wiary i obłudnej pobożności ubliżają innym i jeszcze przed drzwiami kościoła złorzeczą? Praktycznie każdy, kto do mnie przychodzi ma przy sobie klątwy, uroki, przylgi energetyczne. By zacząć jakiekolwiek leczenie bądź uzdrawianie, trzeba najpierw to paskudztwo ściągnąć i odesłać do miejsc pochodzenia. A gdzie przykazanie miłości, by kochać innych tak jak siebie? Ale o jakiej miłości tu mowa..tu nie ma miłości. Tu jest zło.. Czyste, wyrachowane i bezwzględne.

Tak więc, gdy już doprowadzimy siebie samych do takiego stanu, że chorujemy, to popatrzmy na siebie tak, jakbyśmy patrzyli na kogoś obok. Pokochajmy tę istotkę, przytulmy ją, otulmy miłością. Potem obiecajmy jej, że już nigdy więcej nie pozwolimy by cierpiała. Pogódźmy się sami z sobą. Zmieńmy sposób w jaki patrzymy na siebie samych, zmieńmy nasze myśli, słowa. Zastanówmy się nad tym co czynimy, co jemy. Błogosławmy pożywienie tak, jak to robili nasi przodkowie. Przecież wystarczy znak krzyża, lub dłonie nad posiłkiem przez chwil parę.

Jeśli potrzeba, to poszukajmy niekonwencjonalnych sposobów leczenia. Oczyśćmy nasze ciało z zewnątrz i wewnątrz. Więcej się uśmiechajmy, pokochajmy siebie. Uciekajmy od ludzi negatywnych, wiecznie narzekających, wiecznie chorych i smutnych. Oni wybrali już swoją drogę. Oni jak dzieci nie wiedzą co czynią. I na spokojnie.. wierzcie mi, na wszystko jest czas. Trzeba pamiętać, że jako Istoty Światła pochodzimy ze światów Miłości i by żyć, to Miłości właśnie nam potrzeba! „Chleba powszedniego daj mi dzisiaj”- ten chleb to Miłość. Brak tej energii powoduje, że chorujemy i umieramy. Popatrzcie co się dzieje z roślinką, zwierzęciem lub dzieckiem, które nie jest kochane.

Tylko Miłość uzdrawia, leczy i nadaje sens istnieniu.. tylko Miłość! A gdy brakuje sił, gdy zwątpienie wpływa do serc i wypełnia je lękiem, to zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie orła nad Waszymi głowami. Jest to symbol Ojca, który nieprzerwanie czuwa i czeka.. aż Jego Dziecko zwróci się do Niego o pomoc.

Kocham Was..  

Choroba

, , , , , ,

6 Responses to Choroba

  1. poznanpsychoterapia.wordpress.com 14 maja 2014 at 14:04 #

    Choroba przychodzi z zewnątrz i z wewnątrz.
    Z zewnątrz, poprzez to co jemy, i na co niestety mamy coraz mniejszy wpływ, powietrze, najróżniejsze fale elektromagnetyczne, promieniowanie itd, które niestety ogarniają całą Ziemię. Coraz trudniej od tego uciec.
    Z wewnątrz, kiedy trujemy siebie wrogością, nieakceptacją, niedokończonymi emocjonalnymi sprawami i brakiem pogodzenia z własnym życiem.
    Nie wiem, co jest ważniejsze, ale na tę wewnętrzną, psychiczną sferę mamy zwykle większy wpływ.

    • Magdalena 29 maja 2014 at 07:33 #

      Witaj Jacku, Bardzo dziękuję za komentarz..
      Jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Dlatego też trzeba jak najszybciej budować własną wewnętrzną i duchową moc. Człowiek, który jest świadomy tego kim jest, który korzysta z mocy, jest czysty w myślach, mowie i czynie ten jest w stanie wpłynąć na „warunki zewnętrzne”. Wtedy wystarczy wyciągnąć rękę i dokonać zmian. Ale to musi się dokonać poprzez zmianę „warunków wewnętrznych”. Z chwilą kiedy takich ludzi jest coraz więcej, siatka światła na zasadzie „setnej małpy”, rozszerza się coraz bardziej i wręcz wymusza zmiany „wewnętrznych warunków” w innych.
      Takie jest zadanie nas wszystkich 🙂
      Pozdrawiam serdecznie:)

  2. Karol 30 listopada 2015 at 06:07 #

    Czesc Madziu,
    Ty zawsze trafisz w samo sedno. Staram sie zaczac od srodka. Ale ciezko mi sie odzwyczaic od jedzenia miesa. Staram sie to powoli zmieniac. Wiem ze bede hipokryta bo neguje wegetarianizm, i najsmieszniej bedzie jak sam nim zostane.
    Zawsze jak mam jakis problem lub pytania do calego Swiata wtedy dostaje maila od LatarniM. Ktory dokladnie trafia trescia w to co czuje w danym momencie lub w moj problem. Troszke to przerazajace i dziwne ale dziala.
    Dzieki Madziu.

    • Magdalena 2 grudnia 2015 at 12:49 #

      Witaj Karolu, nie wiedziałam, że tu zaglądasz:) dziękuję:))
      Cieszę się, że choć trochę mogę być pomocną.
      Pozdrawiam ciepło:)

  3. Zdzisław 28 grudnia 2015 at 10:55 #

    Witam, no to ja Ci zazdroszcze po przeczytaniu artykułu O MNIE. Mi nie jest lekko ,zdrowo i ciekawie. Można mnie sprawdzić na skalch. Pozdrawiam Z.

    • Magdalena 4 stycznia 2016 at 15:08 #

      To może Zdzisławie najwyższy czas coś z tym zrobić?
      Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

CommentLuv badge