Cztery Kroki

Dla Irka i nie tylko…

 

” I otrzymacie wszystko o co z wiarą prosić będziecie”

 

W tym zawiera się wszystko. Słowa Jezusa chodziły mi po głowie od kilku dni, będąc odpowiedzią dla tych, którzy dzwonili lub pisali z prośbą o pomoc. Bo naprawdę trzeba tylko poprosić i wiedzieć, że otrzymamy. Bezwarunkowo i bezkompromisowo.

Jednak jak uwierzyć? Jak poczuć, że słowa te są prawdziwe?

Tobie łatwo powiedzieć bo tak masz od urodzenia – powiedział mój Misiek w chwili, gdy starałam się mu wytłumaczyć na czym polega kreacja. I pewnie ma rację, choć podobnie jak wszyscy przechodziłam proces zmiany świadomości. Bo właśnie o zmianę świadomości tu chodzi. Trzeba nauczyć się patrzeć na otaczającą rzeczywistość inaczej niż do tej pory, z innej perspektywy! Nie bez przyczyny ciągle mówię i piszę, że naprawdę trzeba się poczuć Dzieckiem Boga.

Jeśli Wam łatwiej poczujcie, że jesteście częścią Uniwersum, Natury czy Wszechświata – nie ważne jak to nazwiecie. Chodzi o to, by poczuć w sobie te wibracje. Potem to już właściwie jest z górki. Tylko widzicie, trzeba pamiętać o tym, że cała ta przemiana jest procesem i nie wydarzy się w ciągu kilku dni.

Często jest to żmudna PRACA z samym sobą i na przekór sobie. Bo jak mi to Irek powiedział, są w nas nawyki, z którymi ciężko jest walczyć. Tu nie chodzi o walkę, ale o zmianę tych nawyków na inne lub ich zniwelowanie. Właściwie w tym co robimy, nie powinno być walki – ale to już temat na inne pisanko.

W zmianie własnej świadomości musimy być szczerzy ze sobą aż do bólu. Broń nas Panie Boże zrzucać winę na innych! Musimy przyznać, że sytuacja, w jakiej się obecnie znajdujemy została przez nas wykreowana.

  • No bo niby jak w naszej rzeczywistości ma się pojawić bogactwo, jeśli widzimy tylko brak i niedostatek?
  • Jak mamy być w fajnym związku skoro narzekamy na partnera i widzimy w nim same wady?
  • Jak w życiu mają się pojawić przyjaciele i ciekawi ludzie, skoro wciąż dokonujemy ich oceny?
  • Trzeba nauczyć się przyjmować rzeczy takimi jakie one są. 

Jeśli jednak coś nam nie odpowiada to dokonujemy korekty. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Właściwie cały proces kreacji i zmiany świadomości można zamknąć w tak zwanych czterech krokach. (Starałam się to skrócić do minimum, choć zdaję sobie sprawę, że dla wielu i to będzie za dużo. No cóż, to już ich wolna wola.)

cztery-kroki-latarniam-magdalena

Krok 1

Pierwszym krokiem jest kontakt z naturą.  Bez względu na pogodę, codziennie wychodzimy na spacer (tu możemy zaliczyć drogę do pracy pod warunkiem, że jest ona formą relaksu, a nie pędem z obłędem w oczach i obawą, że znów będziemy spóźnieni.) Podczas spaceru nawiązujemy świadomy kontakt z przyrodą. Witamy się z drzewami, ptakami, kamieniami itp. Oczywiście trzeba to robić dyskretnie, inaczej wezmą nas za lekko „innych”. Prawda jest taka, że zapominamy iż jesteśmy częścią tej planety, za którą również jesteśmy odpowiedzialni. (Tylko biedny człowiek wyrzuci papierek na ulicę, zamiast schować go do kieszeni, gdy w pobliżu nie ma kosza).

Krok 2

Drugi krok jest już trochę trudniejszy. Codziennie przeznaczamy minimum 15 minut na medytację i wyciszenie. Nie chodzi mi tutaj o to, by siadać w pozycji lotosu i nucić mantry, których znaczenia nie znamy. Można zapalić sobie świeczuszkę (najlepiej białą – ja używam wkładów), zanurzyć się w fotelu lub położyć na łóżku i po prostu odlecieć. Nie zasypiać, ale pozwolić sobie na NIE MYŚLENIE.

Wiadomo, że na początku niewyćwiczony umysł będzie podsyłał różne obrazy i myśli. Trzeba je na spokojnie zaakceptować i pozwolić im odpłynąć. Proponuję całą uwagę skupić na sercu. TO właśnie ono jest katalizatorem całej przemiany. Pozwólmy sobie spokojnie oddychając zobaczyć pojawiające się w nim złote światło (złote, żadne inne), które obejmując serce rozświetla całe nasze wnętrze. Następnie poprzez skórę rozświetla nas od zewnątrz w tym również pomieszczenie, w którym się znajdujemy. Starajmy się poczuć, że cali świecimy. Jest to wspaniałe ćwiczenie, które nie tylko pozwoli nam się wyciszyć, ale uaktywni moc, która znajduje się właśnie w sercu. (Nie mylić z prysznicem energetycznym, w którym poprzez Koronę łączymy się ze Źródłem).

Krok 3

Trzeci krok to już jest konkretna praca i kreacja. Ja z racji mego wrodzonego lenistwa łączę go z krokiem drugim. Zabiera on dokładnie 17 sekund. Chodzi w nim o to, by stworzyć w swojej głowie dokładny opis i obraz marzenia, o które „prosimy”. Jednakże, stan ten musi być połączony z wyżej wymienionym sercem. Więc, jeśli przykładowo marzy nam się super samochód, najnowszej marki w kolorze czerwonym, to widząc go czujemy dotyk kierownicy w naszych dłoniach, zapach skóry – ekologicznej oczywiście, wiatr we włosach – bo to akurat jest Cadillac. Tak widząc i czując, siedzimy bądź leżymy cali rozświetleni i wyciszeni przez 17 sekund. Dlaczego akurat 17 sekund? Bo tyle potrzeba, by nasz umysł wykreował myśl, bądź marzenie w rzeczywistości. (Niedowiarków odsyłam do zapoznania się z fizyką kwantową  lub o dziwo chaosu).

Krok 4

Przechodzimy do kroku czwartego, który dla mnie jest najfajniejszy. Robię go w każdej możliwej chwili, choć wystarczy tylko raz dziennie (możemy z powodzeniem do tego wykorzystać czas w kroku drugim). W kroku tym dziękujemy Bogu – Ojcu (czy jak Go tam nazywacie) za wszystko co Jest. Dziękujemy Ojcu, który wyraża się wewnątrz i na zewnątrz nas. Bardzo fajnie można wykorzystać w tym celu modlitwę „Ojcze Nasz„, zmieniając słowa na „Ojcze mój, który Jesteś we mnie , a ja jestem w Tobie (…) i chleba mojego powszedniego daj mi dzisiaj (…)- wszystko w pierwszej osobie.

Ja osobiście staram się wyrazić to, co mam w sercu, dziękując Ojcu za opiekę, zaufanie, pomoc, moje życie, ludzi, których spotykam… Bardzo ważne jest, by wejść w wibracje pełnej Jedności z Ojcem. Jest to naprawdę niesamowite przeżycie.  Wchodząc w te wibracje czuję się zupełnie rozproszona w Jedności. Jakbym stojąc, czy siedząc w jednym miejscu była równocześnie wszędzie. To jest tak, jakby każda moja cząstka rozdzielona była indywidualną Jednością. Trudno mi jest opisać ten stan. Sami musicie go doświadczyć.

I to wszystko

Być może w różnych pozycjach książkowych, bądź seminariach spotkaliście się z podobnym opisem  procesu kreacji, bardziej bądź mniej zmodyfikowanych. Jednak cztery kroki, które tu opisuję, sama na sobie przetestowałam i właściwie nie miałam problemów z ich wykonaniem. Piszę „właściwie”, gdyż wszystko co robię jest bardzo spontaniczne i musi wypływać z potrzeby serca. Z chwilą gdy muszę robić cokolwiek według „podanego przepisu” czuję wewnętrzny bunt. (Dotyczy to nawet pieczenia placków. Zawsze muszę coś zmienić i poprawić. W innym przypadku jest jedna wielka katastrofa 🙂 ) Rozumiem jednak, że dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z kreacją, prowadzenie krok po kroku jest bardzo pomocne.

Zapamiętajcie jeszcze jedną rzecz

Jeśli naprawdę chcecie zmienić siebie i swoje życie, a nie tylko mówicie o tym, to musicie być bardzo uważni. Pilnujcie jakości swoich myśli. Niech będą one jasne i klarowne, pozbawione strachu i czarnowidztwa. Słowa, które wypowiadacie pełne będą mocy i wolne od wulgaryzmów. To co robicie, zawsze będzie zgodne z Waszym sercem.

Unikajcie osób wulgarnych, krzykliwych, palących. Oni zawsze mówią, że są dobrzy, ale czy tak jest naprawdę..? Swoją kreację wykonujcie systematycznie i z pasją, spokojnie oczekując plonów. Nawet jeśli na początku zmiany, które nastąpią nie będą zgodne z oczekiwaniami i mogą okazać się bolesne – przyjmijcie je. Być może zostaniecie zmuszeni zmienić prace, odejdzie od Was chłopak lub dziewczyna, będzie trzeba się wyprowadzić, tak zwani przyjaciele Was opuszczą – trwajcie w postanowieniu. Zapewniam, że zmiany te zawsze wprowadzą Was w lepsze jutro.

Przy tym wszystkim nie zapominajcie o radości i traktujcie siebie i swoje życie trochę z przymrużeniem oka. Jak zabawę lub grę. W pewnym momencie i tak zrozumiecie i poczujecie, że wszystko jest iluzją:) Jeśli jednak by trwać w radości potrzeba zbyt dużej ilości alkoholu lub innego sztucznego „rozweselacza” to zastanówcie się, czy aby wszystko z Wami jest w porządku.

Bez względu na to, w jakim stanie się teraz znajdujecie pamiętajcie, że wszystko można zacząć od nowa. Wystarczy do tego 15 minut i 17 sekund dziennie. Czy to dużo? Sami dokonajcie oceny..

Przytulam Was mocno 🙂

 

, , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Trackbacks/Pingbacks

  1. Wszystko jest możliwe - LatarniaM - 20 kwietnia 2015

    […] teraźniejszość i jednocześnie bijemy się w pierś, że wcale tak nie jest. Gubimy własne marzenia umierając za życia.  Tułamy się w tym naszym pseudo życiu, obwiniając za nasze niepowodzenia […]

Dodaj komentarz

CommentLuv badge