Kochać Boga?

Cała moja praca nad sobą, wszystko czego doświadczyłam, co wiem i co potrafię, opierało się na fakcie, że nie jestem zwykłym parafianinem, tworem ewolucji, który myśli i robi dokładnie to, co jest mu nakazane.

Gdzieś tam w środku zawsze czułam, że istnieją inne światy, do których tylko wystarczy wyciągnąć rękę, by zaistniały w moim świecie. Odkąd pamiętam, zaczytywałam się w baśniach, klechdach i legendach. Przytulałam się do drzew, rozmawiałam z nimi i jakoś tak zawsze wiedziałam jaką mają energię.

Rozmawiałam z moimi Aniołami i Opiekunami, dzieląc się z nimi każdym moim dniem. Wśród ludzi, znajomych czy rodziny, czułam się inna i nie do końca akceptowana. Nie przeszkadzało mi to jednak. Mój świat wynagradzał wszystko.

W świecie zabieganym, pełnym problemów realnych lub wyimaginowanych, w świecie iluzji, przemocy i złorzeczeń, uczyłam się miłości. Najpierw do samej siebie, potem do drugiego człowieka, by cała sobą kochać życie i to miejsce, w którym teraz się przejawiam. Poznawałam i wciąż poznaję potęgę Bożej Miłości, w którą uzbrajam się, wchodząc w inne rzeczywistości.

Dlatego niesamowitym zaskoczeniem dla mnie było pytanie, zadane mi podczas jednego ze spotkań z przyjaciółmi..

Jaka jest moja miłość do Boga?

Zatkało mnie.. no totalnie zatkało!

-Pełna – odpowiedziałam, będąc zupełnie pewna, że tak właśnie jest.

I wiecie co? Na skali od 0%-100% wyszło mi marne 20%!! Mi wyszło tylko 20%!! A przecież Go kocham, rozmawiam z Nim, dla Niego to wszystko, więc dlaczego tak marnie??

Poczułam się strasznie..  i ten wstyd..  jakbym zawiodła kogoś najważniejszego. Zupełnie się pogubiłam. Myślałam, że przerobiłam już wszystko, że teraz pozostaje tylko szlif i wskakiwanie na kolejne poziomy, a tu..nawet nie ma 50%.

Kolejne pytanie.. jak to zmienić? Jak naprawić? Jak pokazać Mu, że Go kocham?

Że nie tylko ja jestem Jego ukochanym dzieckiem, ale i On moim ukochanym Ojcem.. Tatą? Odpowiedź pojawiła się bardzo szybko.. przecież tutaj, na tej planecie, też mam Tatę. Kocham Go niesamowicie! To właśnie mój Tata był i jest tą osobą, do której uciekałam się, gdy coś narozrabiam lub gdy potrzebuję pomocy! To On dał mi wzorzec miłości Boga – Ojca.

Weszłam więc w Modlitwę by spotkać się z Bogiem, ale jako Ojcem. Nie prosiłam o nic. Nic nie mówiłam, jakby cisza była tym, co najbardziej potrzebne. Hmm.. Na Jego widok poczułam dystans.. i to nie On go stwarzał ale ja. Dzięki temu zrozumiałam.

Do tej pory traktowałam Go jako Boga!

Z należnym Mu szacunkiem, z góry ustaloną hierarchią i potrzebami. A tu potrzeba miłości, przytulenia, normalnej rozmowy. Tu potrzeba troski o Niego i wiary w Niego. Wierzcie mi – nigdy w życiu bym nie pomyślała, że tak właśnie trzeba! Wszystko zawsze “kręciło” się wokół mnie samej i tylko czerpałam z faktu bycia dzieckiem Boga!

Możecie powiedzieć, że przecież Najwyższy przejawia się we wszystkim i miłość do tego wszystkiego jest również miłością do Niego. Tak, to prawda. Ale wiecie co, tak jak my potrzebujemy akceptacji i miłości dla nas samych – takich jacy jesteśmy, z naszymi cechami dobrymi lub złymi, tak samo i On potrzebuje miłości. Nie dlatego, że jest Bogiem, ale dlatego, że JEST.

Że Jest Bogiem – Ojcem.

Tatą! 🙂

 

, ,

Jeszcze nie komentowano.

Dodaj komentarz

CommentLuv badge