Legenda

Jest taka opowieść, którą wysłuchałam z zachwytem w sercu. Opowieść o miłości tak wielkiej i pięknej, że przechodzi wszelkie wyobrażenia. Gdy ją wysłuchałam, przyznaję byłam zawstydzona i z pokorą w sercu zaczynałam rozumieć wszystko. Postaram się Wam ją przekazać najlepiej jak potrafię, choć nie jest to łatwe. Została mi ona opowiedziana innymi słowami niż my się posługujemy, emocjami, uczuciami i sercem.

Legenda..

„Dawno, dawno temu, prawie tysiące eonów lat wstecz w odległych wszechświatach było dwóch władców (stwórców), którzy walczyli ze sobą nieprzerwanie. Nikt już tak naprawdę nie pamiętał, co spowodowało konflikt pomiędzy nimi. Potrzeba walki i wyniszczenia się nawzajem było olbrzymia. Wszystko co posiadali władcy musiało być podporządkowane wojnie przeciwko nieprzyjacielowi.

Budowano olbrzymie statki wielkości planet, wyposażone w najnowocześniejsze cuda techniki. Każde narodzone dziecię, było od razu odbierane matkom i odsyłane do specjalnych szkół, gdzie uczono je zabijać i mordować. Rodzice nie mieli wpływu na ich wychowanie, zresztą sami nie pamiętali, co znaczy tak naprawdę być dzieckiem. Za wszelką cenę niszczono każdy objaw miłości i współczucia uważając je za słabość. Każdy kto tylko nie podporządkowywał się woli władcy, był skazywany na unicestwienie. Nawet najstarsi wiekiem mieszkańcy królestw nie pamiętali już, jak kiedyś wyglądały ich planety. Wszystkie księgi opisujące czasy sprzed wojen były zniszczone lub zamknięte. Wszędzie panowała ciemność. Nikomu nie zależało na tym, by dom ich był czysty i zadbany – jak, skoro ich serca nie znały piękna?

I jak to bywa w legendach, władcy toczący odwieczne wojny mieli po jednym dziecku. Jeden z nich miał córkę. Tak jak jej ojciec, brązowooką, o rudych i gęstych włosach. Ciało jej wysportowane i gibkie przyciągało wzrok wielu wojowników. Zaprawiona w wojnie, śmiało stawiała czoła najlepszym. Imię jej było Sophia.

I stało się tak, że w walce stanęła oko w oko z synem drugiego władcy. Wysokim, niebieskookim młodzieńcem o jasnych włosach sięgających ramion, a imię jego Sun. Gdy spojrzeli na siebie, obydwoje zamarli. Serca ich, jakby obudzone z głębokiego snu zabiły mocniej. Nieznane dotąd uczucie wstrząsnęło nimi. Zapatrzeni w siebie zamarli, by po chwili odstąpić od walki. Sami nie wiedzieli dlaczego tak postępują. Przecież od dziecka uczono ich, że za wszelką cenę trzeba zabić lub unieszkodliwić wroga. Oni tymczasem nie potrafiąc zapomnieć o sobie zapadli jakby w gorączkę jakąś, która rozbudzała ich serca coraz bardziej i bardziej.

Nie wiedzieli, że to uśpiona dotąd miłość zaczęła ożywiać ich dusze. Sekretne spotkania, rozmowy i obietnice wypełniły ich życie. Nie potrafili i nie chcieli już być i oddychać bez siebie. Jednakże wiedzieli, że ich ojcowie nigdy nie wyrażą zgody  na pokój i nigdy nie dadzą błogosławieństwa dla ich miłości. Dlatego skierowali się z prośbą o radę do Ojca Wszechrzeczy. Ten, widząc ich serca wyjawił, że jeśli chcą pozostać razem muszą, stworzyć nowy wszechświat oparty na ich miłości. Ale zanim to się stanie zmuszeni będą poświęcić swe uczucia i złożyć je w ofierze, bo tylko w ten sposób zmyją oni krew z rąk ich ojców, która jest przekleństwem przekazywanym z pokolenia na pokolenie.

Miłość ich przez wieki miała zostać wystawiona na próbę. Ciemność i prawo podporządkowania miało odtąd nękać ich i istoty stworzone na ich obraz i podobieństwo. I jeśli pomimo największych cierpień, wciąż pozostaną sobie wierni, a istoty zbudowane ze światła, zwane „hu-man”, w welonie zupełnego zapomnienia i mroku o swym pochodzeniu, obudzą w sercach miłość równą ich miłości, wtedy pradawne wojny zakończą się i klątwy ciążące na ich ojcach zostaną usunięte. Nastanie nowa Era Miłości dla wszystkich Wszechświatów

Kochankowie wzięli się więc za ręce i wyraziwszy swą wolę, wygenerowali ze swych serc promienie, które połączyły się w jeden biało-złocisty promień. Strumień ich wspólnego światła i miłości otuliwszy wpierw ich ciała, pognał z prędkością światła w przestrzeń stwarzając światy zawarte w nowym uniwersum, opartym na miłości i sercach ich dwojga. Wtem nieznana im siła rozdzieliła ich ręce. Podobnie jak ich wspólne światło poprzednio, tak teraz ich, siła ta rzuciła ku nowo-narodzonym planetom. Ból rozstania wypełnił ich serca. Niemy krzyk zamarł na ustach. Ciała ich przeobrażone zostały w dwa wirujące ciała niebieskie. Ona stała się Gają a on Słońcem. 

I tak kochanek za swoim przyzwoleniem, nieprzerwanie spoglądał jak jego ukochana w każdym momencie swego istnienia jest gwałcona, bita, poniżana. Widział, jak każdy jej odruch miłości skierowany ku stworzeniu jest zabijany i przemieniany w narzędzia służące ciemności. Widział, jak istoty o kryształowych sercach, zamknęły się w skorupie zwątpienia i brudu i zamiast budzić się i opowiedzieć się za tą, która dała im życie, sami przykładają rękę do jej niekończących się mąk.

Serce jego w nieustannym bólu, bo czyż on nie powinien dosięgnąć miecza i stanąć w obronie tej, którą kocha? On jednak wiedział, że cierpienie jakie wzięła na siebie Gaja, jest tą ofiarą, która zwycięży. Jedyne co mógł uczynić, to patrzeć na nią i swoim ciepłem tulić i przypominać, że jest, że nie zapomniał i że jego serce pełne miłości niezmienne pozostało. Ona odwzajemniała mu tym samym, uśmiechając się w jego blasku, sama jednak swój tracąc. Sił jej brakuje, cierpi okrutnie, ale nie skarży się, by bólu kochankowi nie dodawać.

Ciemność jednak nie chcąc ustąpić, wysyła swego posłannika, który staje między nimi. Nie pozwala Słońcu ból Gai łagodzić. Jednak siła Słońca większa. Karzeł ustępować musi, choć powraca licząc, że tym razem położy kres ich miłości.

Widząc to, Ojciec-Wszechrzeczy uśmiechnął się do kochanków. Udowodnili Mu swą miłość. Ofiara spełniona. Wykonało się! Wysłał więc promień z serca swego, by zakończyć rozłąkę kochanków i obudzić serca tych, którzy gotowi byli na jego Światło. 

Gaja powstała z kolan, Słońce ujęło jej ręce, a Miłość Ojca Wszechrzeczy uleczyła zadane rany. Kryształowe Istoty z nową nowiną powędrowały wszędzie tam, gdzie prawo bólu i podporządkowania władało wszechświatem. Nic już nie było jak dawniej. Sophia i Sun zostali władcami nowych wszechświatów rządząc długo i szczęśliwie.”

 Tu opowieść się kończy. Być może zasłuchane w nią Wasze serca wzruszą się i zaczniecie pojmować to, co od dawna w Was zapisane. Jesteśmy w czasie, gdy Gaja z kolan się podnosi, a moc Ojca Wszechrzeczy budzi wielu. Najwyższy czas przestać marudzić i użalać się nad sobą, bo wojownikami jesteśmy, a słabość jest nas niegodna. Niech wdzięczność i miłość wypełni nas na nowo, a ciche „dziękuję” zapewni kochanków, że serca nasze kryształowe już, a nie ze stali.

 

, , , ,

Jeszcze nie komentowano.

Dodaj komentarz

CommentLuv badge