Moja Modlitwa

Zatopiłam się w  sobie. Pozwoliłam by Cisza otuliła mnie i przejęła. Wokół wciąż trwał świat. Słyszałam rozmowy i śmiech ludzi wokół mnie. Gdzieś zaszczekał pies, przeleciał ptak, a ja trwałam w Ciszy. Z zamkniętymi oczami widziałam tylko białą mgłę, która raz była gęstszą, a raz rzadszą. Powoli jednak w kłębach tej mgły ujrzałam znany mi obraz Jezusa modlącego się przy wielkim kamieniu. Stanęłam obok Niego. Nie widział mnie i nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności, tak jak i my cierpiąc i płacząc nie uświadamiamy sobie obecności naszych Opiekunów i Aniołów. Był całkowicie zatopiony w rozmowie z Ojcem. Na Jego twarzy widoczny był ból i cierpienie. Płakał. Pierwszy raz ujrzałam Jezusa bezsilnego, zrezygnowanego i bezbronnego wobec ogromu zła. Pierwszy raz słyszałam słowa skargi i żalu, że być może nie podoła nałożonemu na Niego obowiązkowi. Całym ciałem przytulił się do głazu, jakby z niego chciał uzyskać choć odrobinę  sił i ciepła.

Uklęknęłam obok Niego, by zespolić się z Nim w modlitwie. Nie miało znaczenia, że mnie nie widzi. Po prostu chciałam zrobić wszystko, by nie czuł się sam. Całym sercem pragnęłam przekazać mu wiadomość, że kiedyś tam w dalekiej przyszłości wielu pójdzie Jego śladem, że walka Jego nie idzie na marne, że jesteśmy z Nim i dla Niego.

Ujrzałam, że całe ciało Jezusa pokryte jest kolcami wielkości palca wskazującego. Wiedziałam, że to “grzechy ” ludzkie, złość i nienawiść, zamknięte serca. Powoli zaczęłam wyciągać te kolce z Jego twarzy, pleców, ramion, ale jak wyciągnęłam jeden, to na tym miejscu pojawiały się kolejne dwa. Stanęłam więc za Jego plecami i wyciągnąwszy dłonie uruchomiłam jedność z Ojcem. Wszystkie kolce równocześnie odpadły i spłonęły w ogniu oczyszczenia. 

moja-modlitwa-latarniam-MagdalenaPomogłam Mu położyć się na trawie, pod głowę podłożyłam podusię. Mój sweter zamienił się w płaszcz, którym otuliłam Go, by nie zmarzł. Zasnął. Usiadłam przy Jego głowie by czuwać. Od czasu do czasu, gdy przebudzał się spokojnym głosem uspokajałam. Wtem, w niewielkiej odległości ujrzałam wilka, który patrzył na mnie żółtymi ślepiami. Był ogromny! Wokół niego pojawiło się wiele ciemnych postaci o różnych kształtach i wielkości, które za wszelką cenę chciały przedostać się do Jezusa. Zapadła ciemność. Stanęłam przed Jezusem tak, by swoją postacią osłonić Go. Poczułam obecność mojego Zwierzęcia. Przybyły również Siły Przyrody i Istoty Świetlne, które otoczyły kręgiem wciąż pogrążonego we śnie Jezusa. Ponownie wyciągnęłam ręce. Powolutku, tak jakby dopiero budził się świt, stawała się jasność. Ujrzałam mnóstwo drzew i kwiatów – to Przyroda manifestowała swoją obecność. Ona również przybyła by chronić Jezusa. Również i Jezus otwierał oczy. Wstał i jakby wyczuwając co stało się podczas Jego snu, rozglądnął się wokół. Wciąż mnie nie widział. Może jednak wyczuwał moją obecność, gdyż przechyliwszy głowę, lekko się uśmiechnął

Otworzyłam oczy. Scena, w której wzięłam udział wzburzyła mnie bardzo. Nawet nie wiedziałam, że po mojej Twarzy płyną łzy. Cała się trzęsłam. Nie mogłam uspokoić serca. W mojej głowie zawsze miałam obraz Jezusa silnego, niezwyciężonego, który jednym wyciągnięciem ręki naprawia i zbawia, a tu zobaczyłam  człowieka, który cierpiał nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Odrzucony i samotny, szukający odrobiny miłości choćby w kamieniu. I zrozumiałam, że TEN CZŁOWIEK zrezygnował ze wszystkiego co daje życie, by moje – nasze życie było lepszym!

Spojrzałam na siebie i swoje życie. Wiecie co?

Ujrzałam kobietę, która wciąż prosi, oczekuje spełnienia marzeń i nadyma się gdy przychodzą one zbyt późno. Wciąż więcej i więcej. Wszystko dla mnie – jedna wielka egoistka! Jak ja mogłam zapomnieć, że Jezus też miał swoje marzenia, ale zrezygnował z nich, by świat ten w końcu uratować?! Czy w ciągu dnia pamiętam, że właśnie ten dzień może być tym, który przeważy szale zwycięstwa na jasną stronę i cóż takiego robię, by Jezusowi w tym pomóc? Cóż my ludzie czynimy by zmienić świat? Zadufani we własną wielkość zapominamy o odpowiedzialności za drugiego człowieka.

Tak mocno uwierzyliśmy, że nasze dusze są nieśmiertelne, że pozwalamy im gnić wraz z naszymi ciałami.  Ślepo wierząc w odpuszczenie grzechów i tłumacząc własne duchowe lenistwo patrząc w oczy cierpiącego brata lub siostry, opowiadamy o naszej dobroci. Czy naprawdę zapomnieliśmy, że fizyczność nasza to tylko 6% całej naszej istoty? Dlaczego pozwalamy się tak ogłupiać i oczekiwać, wręcz żądać, by ktoś inny wykonał pracę, która należy tylko do nas? Przecież ta “gra” jest ostateczną! Nie będzie już więcej kolejnej szansy. Nie przyjdzie zbawiciel, który nas wybawi, bo to my mamy to zrobić i to nie dla siebie samych, ale naszych braci i sióstr!

Jak długo jeszcze płacząc i użalając się nad sobą uciekać będziemy od miłości, odpowiedzialności, troski i opieki względem drugiego człowieka? Kiedy w końcu przestaniemy zabijać go myślą, słowem i czynem? 

Może najwyższy czas ściągnąć Jezusa z krzyża, stanąć w Jego obronie, choćby nie wiem jaka ciemność miała nas wypełnić i Mu podziękować. Tak po prostu powiedzieć: “Dziękuję Jezu”.

Tobie, który wskazałeś mi drogę i uczysz co znaczy Miłość, 

Tobie, który jesteś mi najbliższym Bratem i Przyjacielem – dziękuję.

Bez Ciebie nie byłabym tym, kim jestem.

, , ,

6 Responses to Moja Modlitwa

  1. Irek Wrobel 20 marca 2015 at 18:56 #

    Piękny artykuł Madzia. Uzmysłowił mi coś. Zrozumiałem i poczułem, jak może czuć się ojciec, którego dziecko odrzuca jego miłość. Jak wiele potrzeba w takich chwilach miłości i cierpliwości.

    Raz jeszcze dziękuję!
    Irek Wrobel ostatnio opublikował…14 Strategii Co umieścić na swoim blogu firmowymMy Profile

    • Magdalena 22 marca 2015 at 01:11 #

      Cześć Irku..:)

      Bo tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z tego co uczynił dla Nas Jezus. Na zimno przyjmujemy że umarł i zmartwychwstał co do końca również nie jest prawdą i uważamy to za rzecz normalną. A teraz pomyśl.. czy Ty będąc Ojcem zostawiłbyś wszystko by ratować dzieci innego ojca? Czy poświęciłbyś swoją miłość, życie dla ludzi, którzy są Ci zupełnie obcy? Czy potrafiłbyś pokochać tak nawet tego, który Cię szkaluje i zabija?
      Jak ja odpowiedziałam sobie na te pytania poczułam straszny wstyd ale też głęboką wdzięczność. Cieszę się, że i Ty to zrozumiałeś, bo to oznacza, że wzrastasz:))
      Gratuluję:)
      Buziaki:)

  2. Agnieszka 11 kwietnia 2015 at 00:58 #

    Madziu, powinnam juz dawno spać, ale nie umiem… nie wiem jak się znalazłam na tej stronie… czytając właśnie tą opowieść. Ale teraz wiem, że było mi to potrzebne, by zastanowić się poważnie nad sobą… dużo jeszcze pracy przede mną, ale chcę wzrastać duchowo i uczyć się miłości. Pragnę tej nauki i cieszę się, że są tak wspaniali ludzie jak Ty,którzy chcą dzielić się tą wiedzą. Jestem wdzięczna i dziękuję z całego serca

    • Magdalena 19 kwietnia 2015 at 17:25 #

      Aguś:))
      Bardzo dziękuję Ci za komentarz.
      Widzisz.. tak sobie myślę, że najważniejsze jest by uświadomić sobie kim się jest. Tak naprawdę. Nie poprzez krzywe zwierciadła, opinie innych o nas, czy też chorą moralność. Z chwilą kiedy dostrzeżesz, że jesteś Światłem i Miłością, że jesteś WYRAZEM Światła i Miłości to wtedy przychodzi zrozumienie. Nagle wszystko się zmienia, przewartościowuje. Nagle rozumiesz jak wiele trzeba zmienić w sobie i w swoim życiu, bo to w czym się do tej pory tkwiło nie było i nie jest WYRAZEM CIEBIE! To, że już to wiesz i to czujesz świadczy o ogromnej przemianie ale i wysiłku jaki w to włożyłaś. Gratuluję i chylę czoła. Tak o to się budzi CZŁOWIEK ŚWIETLNY. Idź dalej, nie przestawaj..
      Przytulam ..
      Magdalena:)

  3. Beata 19 kwietnia 2015 at 22:48 #

    Madziu dziekuje za wszystko czego mnie nauczylas, za sile i wytrwalosc, ktora mi pokazalas. Pamietam jak zaczynalam prace nad soba prawie cztery lata temu. Jeszcze wtedy myslalam, ze wszystko zacznie sie w moim zyciu zmieniac .. ze nastapi cud ..ze samo to, ze bede przychodzic do Ciebie .. zalatwi wszystko… ze cuda same sie pojawia.
    Teraz wiem, ze tak nie jest. Tylko ciezka praca przynosi rezultaty…ciezka praca nad soba, zawziecie w tym czego chce sie od zycia i kim sie chce byc. Kazdy dzien to wyzwanie i walka ze swoimi slabosciami. Kazdy dzien jest tez nowym darem i blogoslawienstwem za co dziekuje Najwyzszemu.
    Te cztery lata przy Twoim boku tyle mnie nauczyly. Chcialabym Wam wszystkim powiedziec… nie poddawajcie sie.. zaufajcie Bogu i pracujcie nas soba a wszytko czego pragniecie do Was przyjdzie. Ja teraz moge powiedziec .. jestem szczesliwa 🙂 i mam wszystko o co poprosze 🙂
    Raz jeszcze… DZIEKUJE MADZIU ZA TO ZE JESTES I ZA TO KIM JESTES 🙂

    • Magdalena 20 kwietnia 2015 at 07:36 #

      Hej Beatko:)
      Dziękuję za to co napisałaś. Praca nad sobą jest bardzo ciężka, a droga przemiany często pełna łez i cierpienia. Niejednokrotnie musimy zrezygnować z całych siebie na rzecz czegoś, czego w pełni nie znamy, a o czym mówi nam nasze serce. I jak tu zaufać?
      Z chwilą kiedy jednak zaufamy, “puścimy” to co stare, nagle okazuje się, że to wcale tak “nie boli”, że bolało to co “było stare” w nas. Że “nowe” nie dość, że atrakcyjniejsze, to na dodatek przynosi ciszę i poczucie bezpieczeństwa! Miłość zaczyna manifestować się w każdej dziedzinie życia! Myśli są spokojniejsze i jakby było ich mniej- no cóż, skupiamy się przecież tylko na marzeniach, a skoro tylko one nami kierują, to nie ma lęku o to co przyniesie przyszłość. Stajemy się zdrowsi i bardziej świadomi nie tylko ciała fizycznego, ale całej naszej istoty. Pojawiają się nowi ludzie, nowe możliwości, “zbiegi okoliczności”. Życie staje się harmonią. I owszem, są problemy- ale my już mamy inne podejście do nich. Nie wikłamy się w nie emocjonalnie, a normalnie je rozwiązujemy biorąc je za kolejną lekcję.
      Gratuluję Beatko..Idź dalej z nowymi marzeniami.. I TO JA DZIĘKUJĘ 🙂

Dodaj komentarz

CommentLuv badge