Droga Serca

W tym co robię, czym się zajmuję, spotykam różnych ludzi. Większość z nich ma smutne oczy, są złamani, chorzy, zrezygnowani i okaleczeni na ciele i duszy. Dla wielu z nich życie dawno się skończyło, nie widzą sensu ani celu swojego istnienia. Zagmatwani w problemy swoje i innych, szukają ucieczki przed rzeczywistością w nałogach, coraz bardziej oddalają się od siebie samych i od źródła mocy.

Gdzieś tam w przebłysku jakiegoś wewnętrznego zrywu, sięgają po “książkę cud”, jadą na warsztaty “rozwoju osobistego” lub idą do kogoś kto – jak wierzą – poskłada im życie. Siadają do medytacji, za wszelką cenę próbując wyciszyć swój umysł i zagłuszyć coraz więcej negatywnych myśli, które pojawiają się, nie wiadomo skąd. Oczyszczają i ustawiają czakry, poddają się hipnozie, wchodzą w terapie kolorami, dźwiękami i Bóg sam wie jeszcze czym.

Uzyskują pozorny spokój, który załamuje się w chwili pierwszej lepszej próby lub trudnej sytuacji życiowej. Nie raz przychodzą do mnie tacy, którzy przez ponad pół godziny opowiadają mi o tym, jakie kursy skończyli i jakie odnoszą sukcesy w rozwoju osobistym. Jednak w chwili, w której pytam, w czym w takim razie mogę im pomóc, milkną… by powoli opowiedzieć o rozpadającym się związku, problemach ze zdrowiem, czy brakiem porozumienia się z najbliższymi i otoczeniem. I w ich oczach zaczynam widzieć znany mi ból niemożności i bezsilności.

Przychodzą także i takie osoby, które nie mają zielonego pojęcia, o co chodzi w tym całym “rozwoju duchowym”, jednak gdzieś tam, wewnątrz samych siebie czują potrzebę zmiany siebie samych i uwolnienia się, od sami jeszcze nie wiedzą czego, co nie pozwala im do końca stanowić o sobie. Oni mają w oczach pomieszanie i ból związany z brakiem zrozumienia tego, co w nich. Często się pytają, czy aby na pewno nie zwariowali, czy wszystko z nimi jest OK?

Dlaczego tak jest? Skąd się bierze tyle wewnętrznego pomieszania, bólu i cierpienia. Czy “rozwój duchowy” zawsze musi być z tym związany? Czy naprawdę musimy przechodzić przez to wszystko, by w końcu stać się wolnymi istotami? Odpowiedź brzmi: I tak i nie.

Cały problem polega na tym, że bez względu na to, jak bardzo się staramy, by być “dobrym człowiekiem, który rozwija się duchowo”, cały czas skupiamy się na umyśle, a nie na sercu.

Zauważcie, że praktycznie wszystkie medytacje mają doprowadzić do “oświecenia” poprzez pełną aktywację czakry trzeciego oka i korony. Czytając mądrą książkę analizujemy ją i przemyśliwujemy to wszystko, co autor w niej zawarł (trzecie oko). Cały system ekonomiczno-finansowy, w którym żyjemy, oparty jest głównie na czakrach korzenia (lęk, brak poczucia bezpieczeństwa, niskie instynkty, zezwierzęcenie), oraz trzeciego oka i korony. Podobnie działa system religijny. Zastanawialiście się, którędy i gdzie podąża energia nagromadzona przykładowo podczas “Drogi Krzyżowej”? (kurcze, to naprawdę jest droga krzyżowa), albo co dzieje się z energią strachu i cierpienia mordowanych zwierząt? (wiedzieliście, że większość masarni w Wielkiej Brytanii jest zbudowanych tak, by męczone, a następnie mordowane zwierzę było skierowane w kierunku Mekki?)

Zwróćcie uwagę, jak zachowują się dzieci, którym “mądrzy” dorośli dają do zabawy telefon komórkowy, pozwalając oglądać różne filmiki, bądź też nie mają nic przeciwko przesiadywaniu swoich pociech przed telewizorem lub komputerem. (No cóż, moda na gry komputerowe nie dotyczy tylko starszych). Potem ci sami dorośli, zastanawiają się, dlaczego dziecko staje się agresywne, ma problemy z zaaklimatyzowaniem się w szkole lub skupieniem się na jednej tylko rzeczy. Biegną więc do psychologów, którzy zaczynają swoje mądre terapie i szprycują dzieci lekami, tłumacząc ich zachowanie syndromem ADHD. (Wydaje mi się, że przede wszystkim to właśnie ci dorośli potrzebują porządnej terapii).

To wszystko dzieje się dlatego, że jest coraz mniej miłości w naszym życiu.

Droga-Serca-latarniam-Magdalena-uzdrowienie-Miłości do samych siebie, partnera, naszych dzieci. Nie szanujemy własnego ciała i zdrowia. (Gdy mówię  o konieczności oczyszczenia organizmu, zrezygnowania z papierosów czy alkoholu, potrzebie codziennego rozświetlania, to najczęściej widzę tępe spojrzenie i słowa – “nie dam rady”, “nie mam czasu”. Ok, a dasz radę człowieku iść potem do lekarza, by szprycować się chemią lub w efekcie końcowym powoli umierając obarczać innych winą za stracony czas?)

Związek z drugim człowiekiem, który powinien być niekończącą się przygodą, pozwalamy, by zamierał, stając się coraz bardziej monotonnym i oczywistym. I znów, nie raz słyszę słowa, że “to normalne”. Naprawdę?? A co zrobiliśmy, by tak nie było? Powielamy schematy naszych rodziców, czy też wzorujemy się na innych? A gdzie podziało się to uczucie, które sprawiało, że na początku znajomości nie mogliśmy żyć bez tej ukochanej osoby i byliśmy w stanie zrobić dla niej wszystko? Graliśmy kogoś innego? Ukrywaliśmy własne prawdziwe oblicze, by poprzez małżeństwo, obowiązki, dzieci (niestety) “przywiązać” tę osobę na zawsze do siebie? A może pozwoliliśmy umrzeć czemuś niesamowitemu i niepowtarzalnemu?

A co z naszymi dziećmi? Jak często je przytulamy, mówimy im, że są kochane i jedyne w swoim rodzaju? Ile czasu im poświęcamy? Wolimy poczytać im książeczkę lub po prostu posłuchać co mają nam do powiedzenia czy też dla “świętego spokoju” damy im telefon komórkowy, bądź kupimy nową grę komputerową? Spójrzcie, jak traktujemy własny dom, miejsce pracy, naszą Planetę. Czy do życia, które nas otacza odnosimy się z miłością i szacunkiem?

Zapomnieliśmy o tym, kim naprawdę Jesteśmy! To nie na umyśle mamy się skupić tylko na Sercu, na Miłości i Świetle w nas. Naszym obowiązkiem jest rozniecać to Światło dla siebie i innych! Nie użalać się nad sobą i własnym życiem, ale biorąc pełną odpowiedzialność i będąc całkowicie szczerymi ze sobą wprowadzać zmiany w sobie i własnej rzeczywistości.

Poprzez codzienne skupienie się na sercu i rozświetlanie, zaczynamy wchodzić w wewnętrzną Ciszę. Z dnia na dzień stajemy się coraz bardziej spokojni, wyciszeni. Przestajemy być targani emocjami, negatywnymi myślami i często urojonym lękiem. Już nie identyfikujemy się ze swoim ciałem emocjonalnym, ale własną Świadomością i Jaźnią – rdzeniem samych siebie. Tylko poprzez nasze serce możemy naprawdę kreować własną rzeczywistość poprzez pełne zjednoczenie myśli (wyobrażeniu) z emocją. Ale to ma się dokonać w sercu właśnie, a nie na odwrót!

To Miłość uzdrawia, zapisuje parametry Dziecka Bożego. Na tej Planecie jest to jedyna Droga do Domu Ojca.

Trzeba przestać liczyć na to, że nowa książka, szkolenie czy jasnowidz uzdrowi nasze życie, tylko konsekwentnie zabrać się do pracy. Dzień po dniu, godzina po godzinie ćwicząc uważność, nie dopuszczać do nieczystości w myśli, słowie i czynie. Budować swoje marzenia – cele, nigdy nie patrzeć co wydarzyło się choćby dzień wcześniej i zacząć dbać o własne zdrowie. Czy to dużo? na początku pewnie tak.. chociaż?

Wiem, że nie jestem w stanie pomóc każdemu. Wiem, że nie każdy posłucha moich słów. Przecież wiem dobrze w jakich ograniczeniach przyszło nam wszystkim żyć. Jeśli jednak Ty, który/a czytasz te słowa rozpalisz w sobie Światło i zaniesiesz je innym, pokażesz drogę, to wciąż jest Nadzieja. Dla nas wszystkich.

 

 

 

 

 

 

, , , , , ,

2 Responses to Droga Serca

  1. KATE 7 grudnia 2016 at 07:59 #

    Jakże mi Ciebie brakuje …..

    • Magdalena 7 lutego 2017 at 18:38 #

      Już coś pisze..dla Ciebie:))

Dodaj komentarz

CommentLuv badge