O mnie

Nie lubię i nie potrafię pisać o sobie. Nie lubię i nie chcę odwracać się wstecz by opowiedzieć komuś co i kiedy wydarzyło się w moim życiu. Jedynie na potrzeby tej strony pozwalam sobie czasem sięgnąć pamięcią do minionych dni. Nie jest to wynikiem niechęci do mojej własnej przeszłości, ale najnormalniej wolę by moja energia i świadomość były skupione na tym co akurat mam „przed nosem”. Faktem jest, że to co BYŁO ukształtowało mnie, nauczyło bycia sobą, dało siłę i podstawę do zmian.

Droga do tego kim jestem i czym się obecnie zajmuję nie była łatwa. Wiem jak to jest, gdy traci się wszystko: nadzieję, miłość, poczucie bezpieczeństwa. Znam ból Duszy. Znam słowa wykrzyczane z błaganiem o pomoc. Znam te chwile gdy wydaje się, że tylko skończenie z sobą może zakończyć cierpienie. Wiem co znaczy samotność, zagubienie, tęsknota i wszechogarniająca pustka. Teraz już wiem, że to wszystko co się ze mną i w moim życiu działo było wynikiem mojego oddzielenia od Światła. Że szukając Miłości, gubiłam ją coraz bardziej. Powoli moja Dusza zatapiała się w Cieniu. Problemy finansowe, ze zdrowiem, z rodziną były niczym w porównaniu ze świadomością, że powoli tracę sama siebie. Miałam wrażenie, że moje myśli nie są moimi, że robię rzeczy, o których nigdy wcześniej bym nie pomyślała! Pamiętam moment, gdy uklęknęłam przed obrazem Jezusa Miłosiernego i obiecałam Mu, że do Niego powrócę. Minęło jednak sporo czasu zanim to się stało.

Przełomem była ta chwila, gdy w myślach stanęłam przed Najwyższym i wykrzyczałam, że mam już dość doświadczania życia w bólu i cierpieniu. Zaczęłam wracać do Światła. Powolutku, niezauważalnie wręcz. Jeszcze wciąż bolało mnie moje Ciało i Dusza. Jeszcze wciąż byłam pełna leku. Jeszcze wciąż przejmowałam się słowem i opinią na mój temat. Rozpoczęła się praca z afirmacjami i pokochaniem siebie. Potem przyszedł czas na wybaczenie sobie i każdemu z osobna z tych, którzy mnie skrzywdzili. Już siłą rozpędu weszłam we współodczuwanie i zaczęłam współtworzyć w dobrym. Poprzez Miłosierdzie obudziłam w sobie Moc, którą wciąż pogłębiam tak, by teraz innym wskazać drogę powrotu.

Zaczęłam wchodzić w przestrzenie astralne i tam spotykać istoty z rożnych wymiarów, które uczyły mnie i wciąż uczą pracy z energia. Wiem już jednak, że każde działanie jest niczym jeśli nie jest poparte Miłością. Oczywiście czasem muszę mieć zgodę Góry (Wyższego Świata Duchowego) na działanie i nie mogę zrobić nic, jeśli w osobie na którą się działa nie ma woli zmian.  Egzorcyzmuje, oczyszczam przestrzenie duchowe, nakładam płaszczyzny światła, łącze Ducha Ludzkiego z Jego Ciało-Duszą po to tylko, by każdemu, bez wyjątku pomoc wrócić do „Domu”.

Wciąż się uczę, wciąż muszę być bardzo uważna na myśli, słowa i czyny,  tak by Drugiej Stronie nie dać szans na ponowne schwytanie mnie. Ale teraz nie jestem sama, właściwie nigdy nie byłam. Teraz już wiem jak się bronić i jak korzystać z darów nam podarowanych. Możecie mi wierzyć lub nie, ale nie ma dla mnie nic wspanialszego jak wieczorem uklęknąć i w ciszy nocy usłyszeć własne słowa „Ojcze Mój, Który Jesteś We Mnie, A Ja Jestem W Tobie, Święć Się Imię Twoje..”!  Ten spokój, wewnętrzna cisza, poczucie bezpieczeństwa i Miłość.. Wypełnia mnie to całą. I nie muszę o nic prosić bo ja już wszystko mam, a każde moje najmniejsze marzenie już się spełnia. Po co mam się martwić lub bać skoro On jest we mnie a ja jestem w Nim?

 

Na drodze powrotu poznałam cudownych i fantastycznych ludzi, którzy dzieląc się swoją mocą i wiedzą pomogli mi w zrozumieniu tego kim jestem. Poznałam człowieka, który od nowa nauczył mnie Miłości i zaufania. Są wokół mnie ludzie, których śmiało mogę nazwać Przyjaciółmi i co najważniejsze odnalazłam siebie.