Opowiem pewną historię..

Jest wiele wersji historii, którą chcę Wam opowiedzieć. Historii, która nie ma końca. Zakończenie wciąż jest pisane i chyba nikt nie wie, jakie naprawdę będzie.

Jest to opowieść o przepięknej i potężnej planecie. Planecie, która była i nadal jest perłą pośród innych planet. Pełna potężnej mocy i nieskończonej miłości. Matka-Rodzicielka, dająca życie wszelkiemu stworzeniu. Jej bijące serce emanowało energią stwarzania, opieki i troski. Była miejscem, gdzie każdy przejaw życia, był szanowany i czczony. 

Gaja – bo o niej właśnie jest mowa, miała kiedyś wiele imion. Są zapisane w pradawnych księgach, do których tylko nieliczni mają jeszcze dostęp. Ci jednak jako Strażnicy Prawdy, strzegą ich i nie dopuszczają ciekawskich. (Słusznie zresztą. Prawda w każdym jest zapisana. Trzeba tylko umieć znaleźć klucz do samego siebie). 

Planetę tę zamieszkiwały bardzo potężne istoty. Istoty, które na stałe połączone ze Źródłem znały tajemnice Boskiej Zasady. Ich aury sięgały kilkudziesięciu kilometrów. Bywały i takie, które w pełni obudzone w energii chrystusowej miały aurę sięgającą kilkuset kilometrów. Żyły bardzo długo. Dla nas, obecnej ludzkości, były Istotami wiecznymi. Same decydowały o tym, kiedy opuścić ciało fizyczne.

Budowniczowie Życia, Bogowie w Działaniu – tak nas wtedy – ludzi nazywano. Świadomi własnego Światła i żywego płomienia Stwórcy zawartego w nas. Żywiliśmy się energią (Praną, Chi – jakkolwiek ją nazwać).

Żyliśmy w pełnej harmonii z innymi stworzeniami. Wszystkie królestwa – minerałów, roślin, zwierząt i ludzi współistniały razem, współodczuwały i współtworzyły. Pełne mocy słowo „Fiat” żyło i przejawiało najmniejszą formę kreacji.

Cóż takiego więc się stało? Gdzież jest ta świetność Gai i Istot na Niej żyjących? Kto lub co sprawiło, że  nasz obecny świat w niczym nie przypomina tego o którym mowa w opowiadaniu?

Tutaj wersji jest wiele. Jedni mówią o innym Stwórcy, który pozazdrościł  „naszemu” doskonałości stworzenia. Jeszcze inni o buncie aniołów i ich upadku. W Szmaragdowych Księgach znajdziecie informacje o Annunaki i wojnach bogów z  ludźmi. (Zresztą o tych wojnach pisze wiele różnych ksiąg. Chociażby Wedy). Można odnaleźć informacje o tzw. „Złotym Wieku” Ziemi, gdy rolę naszego Słońca pełnił Jowisz i o katastrofie kosmicznej, która spowodowała „upadek” Jowisza i powolną degradację Gai i istot ją zamieszkujących. Są zapiski mówiące o kolonizacji naszej Planety, a właściwie całego naszego Wszechświata przez istoty, których jedynym celem jest niszczenie wszystkiego co jest przejawem Życia. Mogę tu wymieniać i wymieniać. Informacji na ten temat jest bardzo dużo. Jednak wszystkie one mówią o tym, co my to nazywamy Złem, a co pojawiło się w naszej przestrzeni. I od tego momentu właśnie zaczął się proces powolnego umierania i zniewalania nas-Ludzi i naszej Planety.  

Właściwie patrząc na to co wokół, przychylam się w stronę tych, którzy mówią, że koniec jest już bliski. Nawet dziś, wracając do domu taksówką, przez jej okna widziałam świat, który daleki jest od doskonałości opisywanej w moim opowiadaniu.  Mało kto już zważa na słowa, które wypowiada. Papierek rzucony na ziemię już nikogo nie oburza. Kolejne wojny, oszustwa, gwałty. To przecież jest już codziennością. Spróbujcie komuś powiedzieć, że czujecie szczęście, bo świeci słońce. Popatrzy na Was jak na lekko stukniętego. Teraz wyznacznikiem człowieczeństwa jest ilość butów w szafie i stan konta w banku. Nikt już nie skupia się na tym „co w sercu gra”. To stało się śmieszne, chore wręcz. 

A przecież TO NIE JEST NASZ ŚWIAT! My jesteśmy Istotami ŚWIATŁA I MIŁOŚCI! I to właśnie Światło i Miłość jest naszym przejawem! Nie wojny, nie kłamstwa, nie oszustwa. To nawet nie leży w naszej naturze. Jest to nam sztucznie podrzucane, wmawiane nam od wieków, tak abyśmy w to w końcu uwierzyli i zapomnieli o własnej boskości. Dla tych, którzy czują inaczej stworzono boga, który Bogiem nie jest i nigdy nie był-przynajmniej nie moim.

My- Ludzie jesteśmy tymi, którzy mają bronić tę Planetę! I kochać! Po prostu kochać.. Nie głupio i nie nad wyraz, ale mądrze i ze zrozumieniem. Nie można wciąż uciekać od odpowiedzialności. 

I nie chodzi tu o to, by nagle rzucać dotychczasowe życie i zaszywać się gdzieś na pustkowiu, jeść robaki i odciąć się od wszystkiego i wszystkich. Tu trzeba dokonać zmian w obecnym życiu. Niech to będzie papierek wyrzucony do kosza, pobłogosławienie posiłku, rozmowa z drugim człowiekiem- nie koniecznie przez telefon, ale przy filiżance dobrej, mocnej herbaty. Niech to będzie przytulenie dziecka, pocałunek skierowany do Mamy lub Taty, ukochanie najbliższej osoby. Niech to będzie poszanowanie tego co żyje, uśmiech do drugiego człowieka. Niech to będzie wystawiona twarz do słońca, przytulenie się do drzewa i zrozumienie, że nie każdy musi być taki jak Wy. Róbcie to wszystko świadomie i na spokojnie. Nawet jeśli pokazują Was palcem i śmieją się. Wierzcie mi, oni Was potrzebują bardziej niż chcą to pokazać. 

Zapamiętajcie również jeszcze jedną rzecz: TEN ŚWIAT, JEST ŚWIATEM WOLNEJ WOLI. Więc wypowiadajcie ją każdego dnia jasno, mocno i wyraźnie. Niech słowa Wasze płyną z serca, z miłości do siebie i całego świata. 

 

PS: Ja naprawdę nie wiem jakie będzie zakończenie tej historii. Wsłuchuję się więc w siebie. Swoją wolę wypowiedziałam..

 

 

 

, , , , ,

2 Responses to Opowiem pewną historię..

  1. ALEX 20 maja 2018 at 21:53 #

    PIEKNE,GRATULUJE MAGDALENA

    • Magdalena 22 maja 2018 at 15:12 #

      Dziękuję 🙂

Dodaj komentarz

CommentLuv badge