Wybaczyć sobie

Wybaczyć sobie jest najtrudniejszą rzeczą jaką znam!

O wiele szybciej i łatwiej przyszło mi pokochać siebie i otrzymać ten stan, niż zaglądając w przeszłość i analizując ją, wybaczyć sobie samej. Tym bardziej, że na początku zupełnie nie miałam pojęcia, jak się do tego zabrać. A próbowałam wszystkiego, co było mi znane. Od wizualizacji począwszy, na regresingu skończywszy.

Na nic się zdało walenie głową w ścianę i za każdym razem wołanie „wybaczam Ci Madziu”! :)), czy też cofanie się wstecz, aż do czasu prenatalnego, by tam uzdrawiać siebie. Niespodziewanie z pomocą przyszła mi moja Córka. Była i jest to rezolutna dziewczyna, świadoma siebie i własnych pragnień, z głową pełną marzeń i pomysłów nie do końca realnych. Zupełnie jak ja! W końcu taką ją sobie wymarzyłam:)

To właśnie obserwując Basię, jej zachowanie, reakcje gdy coś się Jej nie udało, zaczęłam rozumieć i uczyć się, jak sobie wybaczyć. Ponieważ Basia w swoim zachowaniu i sposobie odbierania świata, tak bardzo przypomina mi mnie samą, to zaczęłam widzieć w Niej, siebie sprzed kilkunastu laty. Zrozumiałam!!

Jak mogę wciąż trzymać się własnych „grzechów”, skoro są to tylko moje potknięcia. Jak mogę nagminnie czepiać się tego, co kiedyś zrobiłam źle, skoro jako Dziecko Najwyższego, tak jak i moje Dziecko, mam do tego prawo?!  

Podobnie jak moja Basia, uczy się życia poprzez jego doświadczanie i ewentualne pomyłki, tak samo i ja wciąż to robię! Dzieli nas jedynie kwestia wieku i ewentualnej mądrości życiowej 🙂

Boże jaka ulga.. zrozumiałam!

Najcudowniejsze było odczuwanie wewnętrznej wolności i świadomość bogactwa doświadczeń. Pozwoliło mi to również popatrzyć na Basię z innej perspektywy. Nie tylko jako mojego Dziecka, ale również jako „towarzyszkę podroży”. Nie narzucam Jej już własnego światopoglądu, nie mówię jak ma żyć. Staram się tłumaczyć i pokazywać, pozwalając Jej dokonać wyboru. Nie oznacza to jednak, że gdy wymaga tego sytuacja, to nie interweniuję jako Mama:)) No cóż, taką rolę gram również, w tej grze życia.

Uwolnienie się od poczucia winy i wybaczenie sobie, pozwoliło mi również popatrzyć na to, co wokół, z innej perspektywy. Zrozumiałam w jakich dogmatach i programach dotąd żyłam. Świat przestał być czarno-biały. Nabrał barw, które wcześniej tylko wyczuwałam. Ksiądz, który stał na ambonie i krzyczał, że „z prochu powstałam i w proch się obrócę”, przestał robić na mnie wrażenie. Napominanie przez bliskich, że „Pan Bóg” mnie pokarze, wywoływało uśmiech. Oceny innych, mnie i mojego życia przestały dokuczać. Ja już wiedziałam i czułam, że powstałam za sprawą Niewyobrażalnej Miłości, że ten Pan Bóg jest moim Ojcem, a inni porostu wciąż nie wiedzą, że sami mogą siebie uwolnić.

Oczywiście za tym stanem znów przyszły zmiany. Częstokroć bolesne. Niejednokrotnie chciałam opowiedzieć komuś o tym, co we mnie, poradzić się kogoś. Świat wokół stawał się pusty. Ludzi, których do tej pory było wielu, zaczęło ubywać. W oczach Rodziców i „przyjaciół” nie znalazłam zrozumienia dla moich poczynań. To spowodowało, że zamknęłam się w sobie, zaczęłam się bardziej wyciszać i uciekać w głąb siebie.

Przyszła choroba

Dość poważna. Poważna na tyle, by zrozumieć, że po raz kolejny mogę wybierać. Zostać na tym świecie, gdzie wciąż będę się uczyć lub wrócić do Domu. Jak ja bardzo chciałam wracać.. Wraz z decyzją o pozostaniu, przyszło kolejne przeszeregowanie ludzi wokół mnie. Kolejne zmiany. Na dodatek wszystko mnie bolało. Moje ciało, moja Dusza. Ten kto powiedział, że „cierpienie uszlachetnia” był największym manipulantem. Cierpienie jest okropne, dołujące, brzydkie. Nie należy do Świata Miłości. Faktem jest, że w tej rzeczywistości powoduje „obudzenie ” istoty, ale to wszystko!

Wciąż patrzyłam na siebie z perspektywy dziecka, rozumiejąc dlaczego zachorowałam i do czego prowadza zmiany. To wszystko doprowadziło mnie do jeszcze głębszego poznania siebie i tego kim jestem. Dało sił.

Na miejsce starych znajomości pojawiły się nowe o „wyższej” jakości.  Nowe zbiegi okoliczności, radość i poczucie nieprzerwanej opieki, towarzyszy mi do dziś. Czasem jeszcze ogarnia mnie smutek i stan zadumania, gdy otwarte dla kogoś serce jest odrzucane i wyśmiewane. Wtedy pomagają słowa „Ojcze Mój”. Wtedy patrzę na tego kogoś, jak na moją Basię i wchodzę w stan „pokochania drugiego człowieka”, ale o tym następnym razem…

, , ,

7 Responses to Wybaczyć sobie

  1. Aleksandra 20 lipca 2015 at 21:59 #

    Pieknie opisane ))) Ja w swoim zyciu teraz spotykam same dobre rzeczy Dzieki Panu mojemu I Tobie Madziu :)))Czuje sie jak zaczarowana.Jestem szczesliwa ))))Tak dawno sie nie czulam .
    Aleksandra

    • Magdalena 11 sierpnia 2015 at 12:02 #

      Wszystko co osiągnęłaś i kim teraz jesteś Olu jest Twoją zasługą. Utrzymaj to w sobie, w swoim sercu a objawi się na nowo. Przytulam najmocniej:)**

  2. Krystyna 3 kwietnia 2017 at 10:14 #

    Bardzo piękne, jestem pod ogromnym wrażeniem , uwielbiam Pani słowa , są niesamowite i sięgają głęboko , poruszając wszystkie uczucia .
    Mogę słuchać Pani i czytać Pani słowa całymi dniami .

    Dziękuje
    Krystyna

    • Magdalena 4 kwietnia 2017 at 15:00 #

      Pani Krystyno, to ja dziękuję. Dziękuję, że zagląda tu Pani czasem, czyta moją opowieść. Dziękuję również za to, że mogę napisać te słowa 🙂

Trackbacks/Pingbacks

  1. Trzon Duchowy - LatarniaM - 4 sierpnia 2013

    […] Wybaczenie sobie […]

  2. Tu i Teraz - LatarniaM - 25 sierpnia 2013

    […] zaczniecie pracę nad pokochaniem siebie i wybaczeniem sobie, towarzyszyć Wam będzie sinusoida nastrojów. Przyjdą chwile, gdy będziecie pewni. że […]

  3. Współodczuwanie | LatarniaMLatarniaM - 15 listopada 2013

    […] nad sobą, a zwłaszcza nad pokochaniem samej siebie i wybaczeniu sobie, otworzyła mnie na doświadczenia, których nigdy bym nie doznała, gdyby ktoś za mnie te […]

Dodaj komentarz

CommentLuv badge